O autorze
Patrycja Gaweł-Baca, 27 lat . Mama i żona. Absolwentka dwóch wyższych uczelni. Poza macierzyństwem dużo energii traci pracując w jednej z największych w Polsce korporacji. Cały czas w biegu, pomimo tego znajduję czas na szybkie zakupy i kosmetyczkę . Motorem do działania jest córka, ona tez zainspirowała do pisania. Czasem niecierpliwa, bywa niepewna siebie. Niepoprawna optymistka z bagażem doświadczeń i odrobiną wad, ale silnie rozwiniętą empatią emocjonalną. Autorka bloga www.gadkamatka.pl

Bo czasem warto pomarzyć.

Nie usiądziesz z głową pustą, bez zmartwień, troski, bo w niej zawsze będzie kotłować się, pytanie „czy wszystko ok”, „czy tęskni”, „płacze”, „nie może spać bez nas”, „czy jest pojedzone”, „czy nie ma gorączki”. I nawet, kiedy jest z dziadkami na wakacjach, szczęśliwe, uśmiechnięte, zmęczone całym dniem bieganiną za psem, dotlenione, to i tak zastanawiasz się, czy wszystko w porządku. Przyjście na świat dziecka zmienia nasza hierarchię wartości, marzeń, planów. Wszystkie plany realizujemy z myślą o dziecku.

To, że jesteś mamą odpowiedzialną, przewidującą i wiedzącą wszystko najlepiej to już wiemy. To, że marzysz o zdrowiu i szczęściu swojej rodziny, to też nic nowego. Ale o czym marzysz „tak skrycie” dla siebie samej? Pomijając rodzinę, męża, partnera, dziecko? Gdy zdrowie i szczęście ”ich” masz już zapewnione… Niestety, siebie nie stawiasz na pierwszym miejscu, a czasami w końcu powinnaś.



Ostatnimi czasy, kiedy spotykam się z koleżankami, tymi dzieciatymi oczywiście, nie w kawiarni, nie w pubie, nie w dyskotece – naszym centrum dowodzenia światem stała się piaskownica, często pojawiają się te same pragnienia. Z ich realizacją już trochę gorzej, ale czasem miło pomarzyć… A potem z powrotem przywitać się z rzeczywistością.

O czym najczęściej marzą mamy? Marzą o:

Chwili spokoju, ciszy – o tak! Takiej chwili, gdy nikt nie woła mama, siku, kupa, daj, pić, kochanie, skarpie, kotek, a gdzie to jest, a na ile to wrzucić, a ile gotują się ziemniaki, a widziałaś może moje, a muszę, a trzeba pranie zrobić, a wyprasujesz, a ogarniesz, a zrobisz ” … chwili, gdy nikt nawet do Ciebie nie mówi!

Śniadaniu do łózka ze świeżo zaparzoną kawą, ciepłym, maślanym croissantem – o tak! Śniadaniu w spokoju, celebrowanie kawy – a teraz się obudź i zjedz swoje „śniadanko” między jednym przewinięciem dziecka, a drugim, pomiędzy karmieniem, a wyjściem na spacer – w biegu z pajdą starego, suchego chleba – z przekręcająca się na drugi świat szynką … Bo czasu brak.

Przespanej noc w „jednym ciągu” 8 godzin – o tak! Położyć się do łóżka o dwudziestej drugiej, w świeżo przebranej pościeli, wtuloną w ulubionego jaśka, i tak obudzić się o poranku, wyspana, wypoczęta – niepołamana, nie skopana…


Wieczorze z kieliszkiem ulubionego czerwonego wina, z książka pełną emocji, przygody, fantazji, zapomnienia… – o tak!

Wolnego od codziennych obowiązków, taki „day off” – o tak! , gdzie nie musisz ani kiwnąć palcem, a wszystkie Twoje obowiązki przyjdzie i wykona przysłowiowa „Marysia”, a Ty będziesz leżeć i pachnieć na kanapie

Romantycznej kolacji z mężem – o nie!? …I tutaj zaczynają się schody. Kiedy wybieracie się na kolację tematem przewodnim jest Wasze „dziecko” i tyle z magicznej kolacji, blasku świec i wpatrywaniu się głęboko w swoje oczy – ta era już minęła. Cała rozmowa skupia się na Waszym potomstwie. A w oczach na samą myśl, pojawia się rosa – bo wspominacie dzisiejszy pierwszy krok, pierwsze mama, tato – i to „dziecko” skradło cały wieczór.

I tak nastały w końcu trzy dni "urlopu" od dziecka. Ale kiedy rano naturalny budzik nie zadzwonił, a on prawie spóźniony do pracy - bo dziecko nie zadzwoniło, dziecko nie wołało,dziecko się nie śmiało, bo dziecka nie było…
… te chwile uświadamiają jak po urodzeniu dziecka zmieniają się nasze priorytety w życiu. Jak tęsknisz za tym naturalnym budzikiem, gdy traci się na kilka dni. Świat się zmienia o 180 stopni, wraz z nim zmienia się też pojęcie ja i ty, na my - rodzina i tego, co kiedyś było nie zrozumiałe, teraz jest oczywiste.

Nie usiądziesz z głową pustą, bez zmartwień, troski, bo w niej zawsze będzie kotłować się, pytanie „czy wszystko ok”, „czy tęskni”, „płacze”, „nie może spać bez nas”, „czy jest pojedzone”, „czy nie ma gorączki”. I nawet, kiedy jest z dziadkami na wakacjach, szczęśliwe, uśmiechnięte, zmęczone całym dniem bieganiną za psem, dotlenione, to i tak zastanawiasz się, czy wszystko w porządku. Przyjście na świat dziecka zmienia nasza hierarchię wartości, marzeń, planów. Wszystkie plany realizujemy z myślą o dziecku. Jego potrzeby stają się ważniejsze niż nasze, które spychamy zawsze na drugi plan. Jednak nie zapominamy o tym, by czuć się szczęśliwym w zgodzie z samym sobą, o naszej samorealizacji. Bo rodzice też są ważni.

Od macierzyństwa niestety, albo i stety nie ma chwili wytchnienia. Nie da się tego wartościować, to już stało się na zawsze, płynie w naszej krwi – jesteśmy rodzicami i nie chcielibyśmy tego zmienić. No zgodzę się, przyznam Ci rację, bywa czasami irytujące, wkurzające i męczące. To akurat zupełnie normalne. Możesz tak się czuć, masz do tego prawo. Ale kiedy wybija godzina spania, spoglądasz na tego małego szkraba, który dał Ci dzisiaj tak w kość, że ledwo suniesz się na nogach – wszystko przemija. Dopiero wtedy rozumiesz ile radości, otrzymujesz od dziecka, od pierwszych chwil jego życia, które są niecenione.

GadkaMatka
www.gadkamatka.pl
Trwa ładowanie komentarzy...